LITERARY WORKS

The winners of the first poetry and painting competition (INTERREG PL-SN 2021)

Utwory literackie - Laureaci pierwszego konkursu  poetycko-malarskiego

KONIEC Z CYKLU "PAMIĘĆ BUDNIK"
  TERESA KIPOWICZ

 

Uciekaliście bracia mili! Prawie wczoraj….

Dziś chociaż my żyjemy z dala od tych czasów.

Never zapomnimy! Slowo! Bo to nasza pora!

Wygnani, spłoszeni, 113 dni wśród lasów i mroku.

Tak oto żyliście, ludzie cienie, duchy,

tajemnicę swą kryjąc, dzień, noc, bez otuchy.

Wyście co żyli, dla mnie przed wiekami jakby

wstańcie, powiedzcie więcej niż widzę na płótnie.

Bo tu o pamięć idzie, gdy w około kłótnie…

Czy te szare tory biegnące donikąd

to waszych nadziei obraz, które żyły krótko?

Czy żyliście w szczęściu, wśród drzew w swoim świecie!

A może jak dzisiaj, gdy walka o jutro…

Czy wręcz przeciwnie, dużo lepiej przecież…

Jakub Wolski

SP 3 Kowary

13 lat

END OF THE "REMINDER" CYCLE
FORESTRY WATER "BY TERESA KĘPOWICZ

 

You have fled, dear brothers! Almost yesterday….

Today, although we live a long way from those times.

We will not forget! Promised! Because it is our time!

Banished, scared, 113 days in the middle of the woods and darkness.

This is how you lived, human shadows, ghosts,

Hiding her secret day and night without consolation.

Everything you experience, even if it was an eternity for me

Get up says more than what I can see on screen.

Because this is about memory, if only arguments about us ...

Are those gray rails that lead nowhere

the picture of your hopes, which were short-lived?

Have you lived in happiness, between the trees in your world!

Or maybe like today, with the fight for tomorrow ...

Or quite the opposite, because much better ...

Jakub Wolski

Elementary School 3 in Kowary

13 years old

PROSTOKĄT POWIETRZA

 

Wyrosły drzwi z ziemi, pośród wielkich łopianowych liści, 

prostokąty powietrza, pełne tajemniczej zawiści,

mgłą spowite, czekają na nowy początek,

tworząc mroczny i odlegly zakątek.  

 

Widziały już wiele, jeszcze więcej slyszaly,

opowiadały history, jakich prawie never pamiętały.

nikt never przejdzie obok nich obojętnie, 

wpatruje się w nienostalgicznie i namiętnie.  

 

Szukamy w nich odpowiedzi na trudzące nas pytania, 

drzwi u każdego - wzbudzają wiele zaufania. 

nie wiadomo co za nimi stoi…lecz każdy przekonać się chce 

Co za nimi kryje się?

 

Czy to nowy początek?... czy to tylko cichy zakątek?…

 

Drzwi bez klamki, opajęczonymi łopianami zatrzaśnięte,

szarą rzeczywistością są przesiąknięte, 

czekają na kogoś, kto uwolni je z zamknięcia…

I pozwoli rzucić się światu w objęcia.

Jakub Marcinik 

SP 3 Kowary

13 lat  

RECTANGLE OF THE AIR

 

A door grew out of the earth between the great burdock leaves,

Rectangles of air full of mysterious envy

wrapped in fog, waiting for a new beginning,

Creating a dark and distant place.

 

You have already seen a lot, heard more

they told stories they hardly remembered.

no one will pass by them indifferently,

he stares nostalgically and passionately.

 

We look for answers in them to questions that are difficult for us,

everyone's door - inspires a lot of confidence.

nobody knows what is behind them ... even if everyone wants to find out

What's behind them?

 

Is that a fresh start? ... or is it just a quiet place? ...

 

A door without a handle, slammed shut with cobwebs and burdock,

they are permeated with gray reality,

wait until someone releases them from being closed ...

and  allow them to open themselves to the embrace of the world.

Jakub Marcinik 

Elementary School 3 Kowary

13 years old 

NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDRADZA - DO OBRAZU
"MASZYNA CZASU" TERESY KĘPOWICZ

 

Nic dwa razy you never powtórzy.

Żadna noc you never powtórzy,

nie ma dwóch takich samych dni,

dwóch takich samych zachodów słońca,

dwóch takich samych marzycielskich spojrzeń,

takich samych wspomnień,

dwóch takich samych objęć.

 

Wczoraj, dziś za późno,

kończy you stary rok nadchodzi nowy,

kończy you stary dzień nadchodzi nowy,

kończy you stara minuta nadchodzi nowa,

kończy się stara sekunda nadchodzi nowa

i tak wszystko you konczy i zaczyna,

a potem uświadamiasz sobie, że wszystko zniknęło

i wszystko, co najlepsze, cię ominęło.

 

Jutro wita you z tobą miło,

Wczoraj żyje z Tobą  w radości,

Teraz patrzy na Ciebie pogardliwie.

 

Ale dziś już jesteś mądrzejszy

i never przepuścisz ani jednej sekundy, minuty, godziny i dnia,

czy nawet tysięcy lat.

 

Teraz godny Jesteś swojej przyszłości,

svoyego celu,

rozliczył się z Tobą trud przeszłości,

Teraz, Wczoraj żyje gdzieś w oddali.

Żyj teraźniejszością,

to tu tutaj jest Twój dom,

odnajdziesz tu lustro przyszłości,

już zawsze będziesz wiedział jak żyć.

 

Pozytywnie patrz na świat,

emocjami rośnij w górę,

never patrz za Siebie,

Zamknij drzwi przeszłości!

Lena Urbaniak

Szkoła Podstawowa w Karpaczu

12 lat  

NOTHING HAPPENS TWICE - TO THE PICTURE
"TIME MACHINE" BY TERESA KĘPOWICZ  

 

Nothing will happen twice.

No night will repeat itself

no day is like the other

no sunset to the other,

no dreamy look at the other,

two same memories

two equal hugs.

 

Yesterday, today is too late

if the old year ends a new one is approaching,

if the old day ends, a new one is approaching,

If the old minute ends, a new one is approaching

if the old second ends, a new one approaches,

and so everything ends and begins

and then you notice that everything is gone

and all the best you missed

 

The morning greets you kindly,

Yesterday lives with you in joy

Now it looks at you with contempt.

 

But today you are smarter

and you won't miss a second, minute, hour or day,

or even millennia.

 

Now you are worthy of your future

of your goal,

the trouble of the past is paid for with you,

Today, yesterday she lives somewhere far away.

Live in the present

Your home is here

Here you will find the mirror of the future

now you'll always know how to live.

 

Look at the world positively

grow up with the emotions,

Don't look back

Close the door to the past!

Lena Urbaniak 

Elementary school in Karpacz

12 years old 

MASZYNA CZASU

 

We wrześniu 1945 roku dzieci siedziały w klasie w kurtkach i czapkach, bo było już bardzo zimno. Wiatr, deszcz i mgły pokrywały okolicę. Szkoła stała samotnie przy drodze do Karpacza z Budników. Pani dyktowała coś swoim zmarzniętym uczniom. Lekcje miały you już ku końcowi, gdy do klasy szybkim i zdecydowanym krokiem, bez pukania, wszedł pan dyrektor. Ubranie my mokre i zdyszanym głosem powiedział:

- Proszę wracać szybko do domu, bo zrywa się wielka wichura. Do widzenia dzieci.

Wybiegliśmy ze szkoły i popędziliśmy do swoich domów, chociaż pogoda była straszna. Mój brat Eddi i ja wiedzieliśmy, co się stało, dziadek rozpoczął swoje eksperymenty. Radość dodawała nam skrzydeł, korzenie drzew specjalnie przeszkadzały nam pokonać drogę do domu, a wiatr hulał i rozwiewał nam kurtki. Deszcz padał i moczył włosy, twarze mieliśmy całkiem brudne od błota. Wpadliśmy zdyszani do domu, w drzwiach starego domu stała nasza piękna mama i wtedy przypomnieliśmy sobie o zostawionych teczkach w klasie. Mama ucieszyła you na nasz widok, że jesteśmy cali i zdrowi, choć przemoczen i powiedziała:

- Umyjcie ręce, zaraz będzie gorący, pyszny obiad.

                        

W domu cudnie pachniało mlekiem i ciastem z kruszonką, ale my pobiegliśmy do szopy, do dziadka, który wprawił w ruch swoją magiczną kolorową maszynę czasu. Maszyna czasu rąbała drzewo, deski i wszystko na swojej drodze zmieniała. Machina czasu była kolorowa, złota błękitna, drewniana, błyszcząca, zrobiona z wszystkiego, co nasz dziadek zdołał zaciągnąć do swojego niby laboratory. Urządzenie już się przemieszczało, poruszało się po całej komórce. Byliśmy zadziwieni, bo siedział na nim nasz dziadek i miał bardzo szeroko otwarte oczy, próbował coś mówić, ale hałas i wycie huraganu go zagłuszało, coś do nas krzyczał. Niestety, nic nie było już słychać, zatkaliśmy uszy, nic nie rozumieliśmy, bo naszą komunikację zakłócały straszne zgrzyty i trzaski. Wszystko zaczęło się kręcić i wirować, latały wszystkie narzędzia i papierzyska dookoła nas. Na naszych oczach maszyna czasu przepadła, po prostu zniknęła razem z dziadkiem. Eddi i ja z przerażeniem popatrzeliśmy na siebie, nie zdążyliśmy zamienić nawet słowa. Zobaczyliśmy, że nasz dziadek Urlik pojawił się rozczochrany i brudny. W ręku trzymał gazetę i uśmiechnięty powiedział:

- Patrzcie chłopcy, byłem jeszcze raz w 1905 roku, a oto dowód – gazeta mojego dziadka Udo.
Byliśmy wstrząśnięci, dziadek wyglądał jakby młodziej, chyba był w naszym wieku, coś się stało z maszyną czasu podczas powrotu. Nasz kochany staruszek cieszył you ogromnie, śmiał you i stukał gazetą w kokpit maszyny czasu. Poczuliśmy powiew wiatru, usłyszeliśmy potworne wycie maszyny czasu, ogromne ciśnienie i unieśliśmy się wraz z szopą w powietrze. W ogromnym pędzie rzuciło nas gdzieś daleko. Obok nas leżała dziwna przezroczysta gazeta chyba z roku 2045. Nie mogliśmy jej chwycić, nasze palce przez nią przechodziły. Widzieliśmy też resztki maszyny czasu skonstruowanej przez dziadka. Rozbite kółka i połamane tryby leżały w korzeniach drzew, w trawie i przysypane były gruzem z szopy. Krajobraz przypominał nasz znajomy widok z okna poddasza komórki, więc wiedzieliśmy, że jesteśmy nadal w tym samym miejscu, tylko w którym roku? Było spokojnie, aż za spokojnie.

Obok nas leżących pod drzewem, siedzieli zdziwieni chlopcy. Byli bardzo śmiesznie ubrani. Na rekach i nogach mieli obrecze. Czuliśmy you nieswojo, chłopcy podnieśli you i pomogli nam wstać. Mówili innym językiem, nic nie rozumieliśmy, ale pomagali nam zbierać części i elementy maszyny dziadka. To wszystko wydawało you nam nieprawdopodobne. Bylismy glodni. Eddi szarpnął mnie za rekaw i powiedzial:

- Karol, chyba opuściliśmy nasz czas, nasz dom. Spójrz, wszystko zniknęło, nie mamy dokąd wracać.

Przecierałem oczy i pocieszyłem młodszego brata:

- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze, przecież mamy spężynę i korbę dziadka. Pozbieramy wszystko i zbudujemy nową, lepszą działającą maszynę czasu. Uśmiechnęliśmy you do siebie
i poszliśmy za chłopcami, którzy przemieszczali they are bezgłośnie, spokojnie w kierunku doliny, w kierunku Karpacza.

Eddi uszczypnął mnie złośliwie. Krzyknąłem i otworzyłem szeroko oczy – obudziłem się. Okazało you, że to był tylko sen. Był on niesamowity i trochę inny od poprzednich, realistyczny i przerażający. Na szczęście Eddi i ja byliśmy w naszym domu, pachniała zupa naszej mamy. Nasze teczki szkolne leżały w kącie pod drzwiami. Eddi biegał za psem dookoła stołu, a dziadek czytał codzienną gazetę, na której była data 28 września 2045. Odsapnąłem – wszystko w porządku.

Anastazja Kesicka

Szkoła Podstawowa w Karpaczu

12 lat  

THE TIME MACHINE  

 

In September 1945 the children were sitting in the classroom with jackets and hats because it was already very cold. Wind, rain and fog covered the landscape. The school building was lonely on the road between Forstlangwasser and Krummhübel. The teacher dictated something to the rigid students. Class was almost over when the headmaster took a quick and determined step into the class without knocking. His clothes were wet and in a breathless voice he said:

 

- Please return home quickly, because a big storm is breaking out. Goodbye kids.

 

We ran out of school and rushed to our houses even though the weather was terrible. My brother Eddi and I knew what had happened. Grandpa started his experiments. The joy gave us wings, the tree roots made our way home difficult and the wind blew and blew our jackets. The rain fell and soaked our hair, our faces were completely covered in mud. We stormed into the house breathless, our beautiful mother was standing in the doorway of the old house, and then we remembered the school bags we had left behind in the classroom. The mother was glad to see us, although wet, alive and well and said:

 

- Wash your hands, there will be a hot, tasty dinner soon.

 

The house smelled lovely of milk and crumble cake, but we ran to the shed, to my grandfather, who started his magical, colorful time travel machine. The time machine chopped trees and boards and changed everything on its way. The time machine was colorful, blue-gold, wooden, shiny, made from everything our grandfather had dragged into his supposed laboratory. The device was already moving, it was moving all over the little room. We were amazed because our grandfather was sitting on it and his eyes were wide open, he was trying to say something, but the noise and howling of the hurricane drowned him out, he shouted something to us. Unfortunately we couldn't hear anything anymore, we blocked our ears, we didn't understand anything because our communication was disturbed by terrible crunching and crackling. Everything started spinning and whirling, all tools and papers flying around us. The time machine disappeared before our eyes, along with our grandfather. Eddi and I looked at each other in horror, we didn't have time to say a word. We saw our grandfather, Urlik, reappear disheveled and dirty. He had a newspaper in his hand and said with a smile:

 

- Look guys, I went back to 1905, and here's the proof - my grandfather Udo's newspaper.

We were shocked, Grandpa looked younger, I think he was our age, something happened to the time machine on our return. Our dear old man was very happy, laughed and patted the newspaper in the cockpit of the time machine. We felt a gust of wind, heard the monstrous howling of the time machine, the enormous pressure and we lifted our shed into the air. In great acceleration it threw us far away. Next to us was a strange translucent newspaper, probably from 2045. We couldn't get hold of it, our fingers ran through. We also saw the remains of the time machine my grandfather built. Smashed wheels and broken gears lay in the roots of trees, in the grass and were covered with rubble. The landscape resembled our familiar view from the basement window, so we knew we were still in the same place, just which one​​ Year? It was quiet, too quiet.

 

Surprised boys sat next to us and lay under the tree. They were dressed very funny. They had tires on their arms and legs. We felt uncomfortable, the boys got up and helped us up. They spoke a different language, we didn't understand anything, but they helped us collect the parts and components of my grandfather's machine. It all seemed incredible to us. We were hungry. Eddi pulled on my sleeve and said:

 

- Karol, I think we have left our time, our home. See it's all gone, we have nowhere to go back

 

I rubbed my eyes and comforted my little brother:

 

- You will see, everything will be fine, we have a spring and grandfather's crank. We'll collect everything and build a new, better-working time machine. We smiled at each other

and we followed the boys, who moved silently and calmly towards the valley, towards Karpacz.

 

Eddi pinched me maliciously. I screamed and my eyes widened - I woke up. It turned out to be just a dream. It was amazing and a little different from the previous ones, realistic and terrifying. Luckily Eddi and I were in our house, smelling our mother's soup. Our satchels were in the corner by the door. Eddi chased the dog around the table while Grandpa read the newspaper that said September 28, 2045. I huffed - it's okay.

Anastazja Kęsicka 

Elementary school in Karpacz

12 years old 

W MUZEUM ZABAWEK

 

Wczorajszego dnia razem z moją klasą na lekcji języka polskiego byliśmy w Muzeum Zabawek im. Henryka Tomaszewskiego w Karpaczu.

Pierwotnie było to muzeum w Karpaczu Górnym, do którego swoje lalki, zbierane po calym świecie, ofiarował wybitny polski artysta Henryk Tomaszewski.  

    W 2011 roku muzeum zostało przeniesione wraz ze wszystkim eksponatami do nowo wybudowanego budynku powstałego po adaptacji dawnego dworca kolejowego, do którego dojeżdżał pociąg z Jeleniej Góry. W Muzeum Zabawek była akurat wystawa różnych obrazów. Były tam obrazy m.in . Teresy Kepowicz. Właśnie jej obrazy najbardziej mi się podobały. Byl everyone, który byl tak piękny, że utkwił mi szczególnie w pamięci…

    Po powrocie do domu, wieczorem, kiedy kładłam you już spać, przed oczami pojawił mi you ten obraz…

Była zima, bardzo śnieżna, a ja samotnie brnęłam przez wielką, śnieżną zaspę. Wydawało mi się i byłam prawie pewna, że były to okolice Muzeum Zabawek w Karpaczu im. Henryka Tomaszewskiego. Idąc między drzewami pod górę, zobaczyłam jakieś światła, a następnie bardzo wyraźnie usłyszałam głośny stukot. To był jadący pociąg ze strony Jeleniej Góry do Karpacza po mocno zaśnieżonych torach. Wśród tej wielkiej zamieci i ogromnych drzew wyglądał jak jakiś potwór. Byłam bardzo zaskoczona- przecież pociągi do Karpacza dawno przestały jeździć, a pozostały tylko tory. Po tych torach właśnie powoli nadciągał ten zaśnieżony pociąg. Jechał bardzo powoli, coraz dalej i dalej, pod górę, samotnie, wśród wysokich świerków całych ośnieżonych. Po poboczach znajdowały you wielkie wały śniegu…

Miałam ochotę wsiąść do jednego z wagonów i jechać dalej w nieznane…

Przecież we śnie wszystko jest możliwe…

Nie udało you, pozostała tylko zaśnieżona, samotna droga. “Droga zapomnienia”…

    Przebudziłam się i wiedziałam, że never ma pociągu do Karpacza, że pozostają tylko samotne, puste tory.

Ale czy na zawsze?

Może kiedyś przy budynku Muzeum Zabawek im. Henryka Tomaszewskiego w Karpaczu pojawi się prawdziwy pociąg jadący z Jeleniej Góry do Karpacza…

    Miesiąc później znowu poszliśmy do Muzeum Zabawek. Przy jednym z eksponatów stała bardzo miła Pani, która recytowała wiersz. Wiersz byl przepiękny i brzmiał tak:

 

-"Czerwona czapka ze znaczkiem PKP

Czy ona o tym how?

Że prosto do Karpacza

Jechał pociąg i nigdzie nie zbaczał.

Kolejarz, Człowiek practice,

Sprawdzał dokładnie bilety.

A dumna czapka na jego glowie,

Myślała, kto, o tym opowie?

Uczniom, co przyjdą do Muzeum w Karpaczu,

I wszystko zobaczą inaczej.

Dziś już nie ma kolei z Jeleniej Góry

A z dworca pozostały tylko mury.

Never “czapko” to tylko czas you zatrzymał

A ty zostałaś jako oryginał.

Piękny budynek w dole Karpacza.

Cieszy widokiem każdego mieszkańca

I świadczy o tym, że czas nie dobiegł końca.

Do widzenia czapko, my znow tu przyjdziemy

I ciebie z radością oglądniemy.”

 

    Wiersz ten był o czapce i bilecie PKP. Przedmioty te miały swoje miejsce w gablocie. Później, gdy oprowadzano Nas po muzeum, dowiedzieliśmy się, że była to czapka zostawiona tam przez ostatniego kolejarza, który pracował w ostatnim pociągu, który jechał do Karpacza…

Aneta Draheim

Szkoła Podstawowa w Karpaczu

13 lat  

IN THE MUSEUM OF TOYS

 

   Yesterday we were with my class in Polish class at the museum of toys "Henryk Tomaszewski" in Krummhübel.

Originally it was a museum in Ober-Krummhübel, to which Henryk Tomaszewski, an outstanding Polish artist, gave away the dolls he had collected all over the world.

    In 2011, after the reconstruction of the former train station, the museum and all its exhibits were relocated to the existing building, which could be reached by train from Jelenia Góra. There was just an exhibition of various paintings in the toy museum. There were paintings by - among others - Teresa Kępowicz. It was her pictures that I liked best. There was one that was so beautiful that I remembered especially ...

   When I returned home in the evening and went to sleep, this picture appeared before my eyes ...

It was winter, very snowy, and I was walking alone through a large snowdrift. It seemed to me and I was almost certain that it was near the toy museum "Henryk Tomaszewski" in Karpacz. As I was walking up the hill between the trees, I saw some lights and then I heard a loud clatter very clearly. It was the train traveling from Hirschberg to Krummhübel on the heavily snow-covered tracks. In this big blizzard and the huge trees, he looked like a monster. I was very surprised - after all, the trains to Karpacz had stopped running for a long time and only the tracks remained. This snowy train came slowly over these tracks. He rode very slowly, further and further up the hill, lonely, between tall snow-covered spruce trees. There were great snow shafts at the edge of the tracks ...

I wanted to get into one of the wagons and continue into the unknown ...

After all, in a dream everything is possible ...

It failed, only a snow-covered, lonely road remained. "Path of oblivion" ...

I woke up and knew that there was no train to Karpacz, that only lonely, empty tracks remained.

But is it forever?

Perhaps one day in the building of the Toy Museum in Karpacz a real train will run from Jelenia Góra to Karpacz ...

A month later we went back to the toy museum. A very nice lady was standing by one of the exhibits and reciting a poem. The poem was beautiful and it sounded like this:

 

- “Red cap with the symbol of the railway

Does she know about it?

That right after Krummhübel

There was a train and it was nowhere lost.

The railroad man, a hardworking man,

Checked the tickets carefully.

And the proud cap on his head

Thought who would tell about it?

The students who come to the museum in Krummhübel,

And see everything differently.

Today there is no railway from Hirschberg

And only the walls remained of the train station.

No, "hat", time just stood still

And you stayed as the original.

A beautiful building at the foot of Krummhübel.

It delights every resident with its view

And shows that the time is not over.

Goodbye hat, we will be back here

And will look at you with joy. "

 

This poem was about the hat and the train ticket. These items had a stand in the showcase. Later, when we were shown around the museum, we learned that it was a cap that had been left there by the last railroad worker who worked on the last train that went to Karpacz ...

Anastazja Kęsicka 

Elementary school in Karpacz

13 years old 

FAMILY

 

When borders were drawn, it was certainly done by a person who had no family. Certainly he had no family who would give him a friendly welcome when he came home. He must have been sitting grumpy in the dark. He certainly didn't think that borders destroy families. That small children who lost their parents at the border had to grow up without the love of their parents. But no border in the world crosses a family, even if the connections threaten to tear. And it's only when you've lost something that you know what you need: namely a family that strengthens you, where you can laugh and cry.

Zoe Artman

Free Waldorf School Görlitz

8th grade  

FAMILY

 

When borders were drawn, it was definitely done by someone who had no family. He certainly didn't have a family to receive him warmly when he got home. He was probably sitting grouchily in the dark. He certainly didn't think that borders destroy families. That small children who lost their parents across the border had to grow up without their parents' love. But no border in the world breaks a family, even if the connections threaten to tear apart. And only when you've lost something do you know what you need: namely a family that strengthens you, where you can laugh and cry.

Zoé Artman

Wolna Szkoła Waldorf School in Görlitz

8. Class

CYCLING ROUTES IN POLAND AND GERMANY

 

There are very, very many cycle paths in Germany and in Poland, but there are also cycle paths that sometimes lead through Poland and sometimes through Germany. For example, the Oder-Neisse cycle path, which stretches from the source of the Neisse in the Jizera Mountains to the Baltic Sea, right up to the Szczecin Lagoon. The Neisse-Oder cycle path leads through the Czech Republic, Poland and Germany. It goes through the cities of Liberec, Zittau, Görlitz-Zgorzelec, Forst, Guben - Gubin. The Neisse ends near Guben and flows into the Oder. Then you drive through the cities of Frankfurt - Slubice, Schwedt, Greifenhagen. Finally comes Stettin, from there it is not far to the destination, the Szczecin Lagoon.

The cycle path is exactly 600 km long and well developed. As a cyclist you can not only commute back and forth between Germany and Poland, you also get to know many German and Polish cities and cycle through extensive river landscapes. If you can speak Polish, you can find your way around east of the Neisse.

Pascal Exner

Free Waldorf School Görlitz

8th grade  

CYCLING TRAILS IN POLAND AND GERMANY

 

There are very, very many cycle paths in Germany and in Poland, but there are also cycle paths that sometimes lead through Poland and sometimes through Germany. For example the Oder-Neisse cycle path, which stretches from the source of the Neisse in the Jizera Mountains to the Baltic Sea, right up to the Szczecin Lagoon. The Neisse-Oder-Radweg leads through the Czech Republic, Poland and Germany. It goes through the cities of Liberec, Zittau, Görlitz-Zgorzelec, Forst, Guben - Gubin. At Guben the Neisse comes to an end and flows into the Oder. Then you drive through the cities of Frankfurt - Slubice, Schwedt, Greifenhagen. Finally comes Szczecin, from there it is not far to the destination, the Szczecin Lagoon.

The bike path is exactly 600 km long and well developed. As a cyclist you can not only commute back and forth between Germany and Poland, you also get to know many German and Polish cities and drive through extensive river landscapes. If you can speak Polish, you can easily find your way east of the Neisse.

Pascal Exner

Wolna Szkoła Waldorfschule w Görlitz

8. Klasa

BRIDGE OVER THE NEISSE

 

With our beautiful old town bridge

was filled the great void

between Germany and Poland,

to bring people together.

 

To our old town festival

come people from East and West.

They enjoy themselves with entertainment and food

and see dances around

around the border.

Elias Fiedler, Ferenc Hettwer, Leni Simmank, and Tim Hiller

Free Waldorf School Görlitz

8th grade  

BRIDGE OVER THE NEISSE

 

With our beautiful old town bridge

the big void was filled

between Germany and Poland,

to bring people together.

 

To our old town festival

come people from east and west.

They have fun with entertainment and dining

and see wrestling dances

around the border.

Elias Fiedler, Ferenc Hettwer, Leni Simmank, Tim Hiller

Wolna Szkoła Waldorfschule w Görlitz

8. Klasa

THE FOUR BRIDGES

 

The four bridges bend their backs,

To please Germany and Poland.

Without the four bridges there would be gaps

Between Germany and Poland.

And if there were gaps

If we couldn't bridge anything.

But fortunately there are no gaps,

And we can look across to the other country.

We can move freely

And meet each other freely.

Charlotte Kretschmer, Elia Berberich, Lilly Waurig, Lina Neumann, Zoe Unger

Free Waldorf School Görlitz

8th grade  

FOUR BRIDGES

 

The four bridges bend their backs

To make Germany and Poland happy.

Without the four bridges there would be gaps

Between Germany and Poland.

And if there were gaps

We couldn't bridge anything.

But luckily there are no gaps

And we can look over to the other country.

We can move freely

And meet each other freely.

Charlotte Kretschmer, Elia Berberich, Lilly Waurig, Lina Neumann, Zoe Unger

Wolna Szkoła Waldorfschule w Görlitz

8. Klasa

THE OLD TOWN FESTIVAL

 

In the beautiful summer time 

the old town festival gets ready.

It is also called Jakuby,

because Jacob Boehme is well known in Poland.

Many attractions lure young and old out of the house,

and there is thunderous applause in front of the stage.

When a child pulls the hand of the parent,

go to a stand that sells food.

You might get sick on the carousel...

You still have a lot of fun and the price is fair.

And the beautiful live music

brings joy and happiness to everyone.

In medieval robes

people stroll along the roadside.

From the Ferris wheel you look at night in the distance

stars shining brightly over the city.

At the end there will be fireworks

Which brings pleasure to everyone.

Amy Melchner, Anna Pohl, Lisa Solinas, and Marie Fikentscher

Free Waldorf School Görlitz

8th grade  

THE OLD TOWN FESTIVAL (JAKUBY)

 

In the beautiful summer time

the old town festival is getting ready.

Jakuby is also called it

because in Poland Jacob Böhme is known.

Many attractions lure young and old out of the house,

and there is roaring applause in front of the stage.

When a child pulls by the parent's hand

go to a stand that has food.

You may feel sick in the carousel ...

You still have a lot of fun, and the price is fair.

And the beautiful live music

brings joy and happiness to all people.

In medieval clothes

people stroll along the roadsides.

From the ferris wheel you can look into the distance at night

Stars shining brightly over the city.

At the end there is a fireworks display

Which brings pleasure to everyone.

Amy Melchner, Anna Pohl, Lisa Solinas, Marie Fikentscher

Wolna Szkoła Waldorfschule w Görlitz

8. Klasa